Rajd do piekła? Niekoniecznie…
Piekielna Brama, Czarcie Wrota, Hades… Patrząc na nazwy miejsc, przez które prowadziła nas trasa IV Jesiennego Rajdu Jurajskiego, można mieć pewne podejrzenia co do celu tej wędrówki. Na szczęście Jura przygotowała dla nas znacznie więcej: ślady morza sprzed milionów lat, najwyższy jurajski wodospad, źródła Będkówki, niezwykłe formy skalne, pierwsze oznaki jesieni i kilka miejsc, przy których trudno było po prostu przejść dalej.
IV Jesienny Rajd Jurajski miał prowadzić trasą Będkowice-Kawiory – Łazy. My postanowiliśmy zrobić to po swojemu i zaczęliśmy od drugiej strony.
Z Łazów ruszyliśmy w stronę Doliny Będkowskiej, zahaczając na początku o fragment rezerwatu Doliny Szklarki. I właściwie od pierwszych kroków Jura zaczęła pokazywać to, co ma najlepszego – wapienne skały o fantazyjnych kształtach i historię zapisaną nie w kronikach, lecz w kamieniu.
Wśród skał można wypatrzyć amonity – pozostałość po świecie, który z dzisiejszym jurajskim krajobrazem pozornie nie ma nic wspólnego. Około 160 milionów lat temu znajdowało się tutaj ciepłe morze. To w nim powstawały wapienie, z których miliony lat później erozja wypreparowała dzisiejsze ostańce.
Jesień, która jeszcze nie wygrała z latem
Nazwa rajdu zobowiązywała – miał być jesienny. Tyle że po drodze lato najwyraźniej nie zamierzało jeszcze całkiem ustąpić miejsca kolejnej porze roku.
Pole słoneczników zdecydowanie nie wyglądało na gotowe do pożegnania sezonu. A obok, na płocie, suszył się len. Jeden z tych zwyczajnych obrazów, których nie ma w przewodnikach, a które później zostają w pamięci równie mocno jak miejsca oznaczone na mapie.
Dalej jesień zaczynała już dawać o sobie znać. Schodziliśmy coraz głębiej między jurajskie doliny, a wraz ze zmianą krajobrazu zmieniał się również charakter trasy.
I zrobiło się trudniej.
Strome podejścia i zejścia sprawiły, że w pewnym momencie pierwotny plan trzeba było zmienić. Nie każda ścieżka była odpowiednia dla całej grupy, więc wybraliśmy inny wariant. W końcu trasa rajdu ma prowadzić ludzi przez Jurę, a nie udowadniać Jurze, kto jest bardziej uparty.
Czy właśnie weszliśmy do piekła?
Im bliżej Doliny Będkowskiej, tym nazwy robią się coraz bardziej podejrzane.
Hades. Czarcie Skały. Czarcie Wrota, nazywane również Piekielną Bramą.
Same Czarcie Wrota tworzą wapienne turnie wznoszące się nad drogą prowadzącą w stronę doliny. Niższe Czarcie Wrota osiągają około 18 metrów wysokości.
Z miejscem wiąże się opowieść o wrotach prowadzących do piekła. I tutaj pojawia się pewien problem, którego chyba nikt do końca nie przemyślał.
My przez Czarcie Wrota schodziliśmy w stronę Doliny Będkowskiej.
Jeżeli więc rzeczywiście miały prowadzić do piekła, to po której stronie bramy właściwie się ono znajdowało?
Patrząc na to, co czekało na nas dalej, można mieć poważne wątpliwości, czy czarci dobrze wybrali lokalizację.
Jura ma poczucie humoru
Za piekielnymi nazwami pojawiają się kolejne, tym razem zdecydowanie mniej groźne.
Babka. Dupeczka. I Dupa Słonia.
Wszystkie istnieją naprawdę i wszystkie są wapiennymi skałami w rejonie Brandysowej Polany. Sama Dupa Słonia to Będkowska Baszta – jedna z najbardziej znanych skał wspinaczkowych w Dolinie Będkowskiej. Na jej ścianach wytyczono ponad 50 dróg wspinaczkowych, a cały rejon Brandysowej Polany od lat przyciąga wspinaczy. Dupeczka jest znacznie mniejsza – jej ściany dochodzą do około 12 metrów.
Najciekawsza jest jednak historia samych skał. Te, które dzisiaj mają tak swojskie nazwy, są pozostałością budowli węglanowych powstających około 160 milionów lat temu w jurajskim morzu. Twardsze wapienie przetrwały niszczenie lepiej niż otaczające je skały i z czasem zostały wypreparowane w formie charakterystycznych ostańców.
Miliony lat procesów geologicznych, a na końcu człowiek spojrzał na skałę i nazwał ją Dupą Słonia.
Geologia nie mogła tego przewidzieć.
Cztery metry, które wystarczą do rekordu
Po skałach przyszła pora na wodę.
Wodospad Szum, nazywany także Szerokim, ma około czterech metrów wysokości. W górach cztery metry raczej nie zrobiłyby wielkiej kariery. Na Jurze wystarczą jednak do rekordu – Szum jest najwyższym naturalnym jurajskim wodospadem. Będkówka spada tutaj po wapiennym progu do niewielkiego rozlewiska.
Niemal po drugiej stronie drogi wyrasta Iglica – jedna z najbardziej charakterystycznych skał Doliny Będkowskiej. Dzisiaj patrzymy na nią przede wszystkim jak na efektowną formę skalną, ale w 1933 roku wejście na jej szczyt było poważnym osiągnięciem taterników przygotowujących się na jurajskich skałach do większych górskich wypraw.
Niewielki wodospad, smukła turnia i kawałek historii polskiego wspinania – wszystko właściwie w jednym miejscu.
Gdzie właściwie zaczyna się Będkówka?
Przy Źródle Będkówki sprawa okazuje się mniej oczywista, niż mogłoby się wydawać.
Publikacje różnie opisują początek potoku. Jedne określają Źródło Będkówki jako szczelinowe źródło krasowe – wywierzysko. Inne podają, że woda wypływa w kilku położonych blisko siebie miejscach ze wschodniego zbocza doliny.
Na miejscu te rozbieżności przestają jednak mieć większe znaczenie. Woda pojawia się wśród wapiennych skał i zieleni tak nagle, że trudno przejść obok niej bez zatrzymania.
A to, czego nie widać, jest równie ciekawe jak sam wypływ. Jura cały czas pracuje pod powierzchnią. Wiosną 2010 roku, po długotrwałych i obfitych opadach, na przeciwległym stoku Doliny Będkowskiej pojawiło się nowe wywierzysko – namacalny dowód, że procesy krasowe nie są tylko historią sprzed milionów lat. Zachodzą również dzisiaj.
Osiemdziesiąt metrów nad głową
Na końcu skala znowu się zmienia.
Nad centralną częścią Doliny Będkowskiej wyrasta Sokolica. Jej skalna ściana dochodzi do około 80 metrów wysokości, co czyni ją najwyższą poza Tatrami skałą w Polsce udostępnioną do wspinania.
Pod nią rozciąga się Brandysowa Polana, a nieopodal znajduje się Brandysówka – miejsce od lat związane ze wspinaczami i turystami.
I właśnie tutaj, po stromych podejściach, zmianie trasy, wapiennych ostańcach, Szumie i źródłach Będkówki, można było wreszcie usiąść i odpocząć.
Gdzieś po drodze została jeszcze Jaskinia Bezsenna – kolejny punkt przypominający, że na Jurze właściwie zawsze zostaje coś jeszcze do zobaczenia.
Czy więc był to rajd do piekła?
Jeżeli wierzyć nazwom – przeszliśmy obok Hadesu i przez Piekielną Bramę, więc byliśmy niebezpiecznie blisko.
Jeżeli wierzyć temu, co zobaczyliśmy po drugiej stronie – czarci musieliby mieć naprawdę osobliwe wyobrażenie o piekle.
My nazwalibyśmy je raczej Jurą.
📷 Chcesz zobaczyć, jak wyglądała nasza trasa?
Zajrzyj do galerii zdjęć z IV Jesiennego Rajdu Jurajskiego:
zobacz galerię.