Dyżury - lipiec/sierpień 2026
Harmonogram
dyżurów

Zapraszamy do siedziby oddziału w godzinach dyżurów.
W pogoni za Husarią… i cieniem
Według mapy: 16 kilometrów. Według nóg: więcej. Według godności osobistej: nie drążmy tematu.
Są takie dni, kiedy rozsądny człowiek patrzy na prognozę pogody, widzi 37 stopni i mówi: „nie, dziękuję, ja dziś zostaję w cieniu”. My spojrzeliśmy na tę samą prognozę i uznaliśmy, że to świetny moment, żeby ruszyć na szlak.
W sobotni poranek sześcioosobowa ekipa wyruszyła fragmentem Szlaku Husarii Polskiej. Brzmiało dumnie, historycznie i bardzo romantycznie. Do mniej więcej pierwszego mocniejszego podmuchu gorącego powietrza. Potem romantyzm nadal był, ale już bardziej opalony.
Trasa prowadziła przez pola, leśne odcinki, spokojne drogi i miejsca, w których historia zagląda zza zakrętu. Gdzieś tam w tle była Husaria, wielkie wydarzenia i dawne czasy, a tuż obok my — z plecakami, wodą, telefonami i coraz większym szacunkiem do każdego drzewa rzucającego choćby skrawek cienia.
Cień tego dnia stał się osobną atrakcją turystyczną.
Każde drzewo miało rangę punktu widokowego, każda ławka wyglądała jak zabytek klasy zero, a chłodniejszy podmuch wiatru przyjmowaliśmy z wdzięcznością godną kronik królewskich.
Po drodze było dokładnie to, co w dobrej wędrówce być powinno: przyroda, trochę historii, trochę zabytków, trochę kurzu, trochę rozmów i ta charakterystyczna cisza, która pojawia się wtedy, gdy grupa idzie pod słońce i każdy prowadzi już wewnętrzne negocjacje z własnymi nogami.
Pierwotnie trasa miała liczyć około 16 kilometrów. I oficjalnie tej wersji możemy się trzymać. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że kilometry w upale mają własne zasady fizyki. Rozciągają się, mnożą po cichu i pojawiają tam, gdzie mapa wcześniej udawała, że niczego nie ma.
Dlatego na końcu nikt już nie pytał, czy było daleko. Pytanie brzmiało raczej: „ile naprawdę przeszliśmy?”. Bo według planu było 16 kilometrów, według nóg trochę więcej, a według godności osobistej — zdecydowanie wystarczająco.
Ile naprawdę przeszliśmy?
Tego nie wie nikt. Ale godność osobista prosiła, żeby nie drążyć tematu.
Zmęczeni, rozgrzani, lekko przykurzeni i bogatsi o nowe doświadczenia dotarliśmy do celu. Bez koni, bez zbroi i bez skrzydeł, ale z poczuciem, że fragment Szlaku Husarii Polskiej został uczciwie sprawdzony w warunkach polowego wypalania człowieka.
Husaria może i przeszła tędy wieki temu, ale my też zostawiliśmy po sobie ślad. Głównie w kurzu, na zdjęciach i w pamięci mięśniowej.
A pierwsze, co zrobiliśmy po wszystkim?
Sprawdziliśmy, ile jeszcze kilometrów pokazały aplikacje.
Więcej zdjęć z rajdu można zobaczyć w galerii: zobacz galerię zdjęć .
Zdjęcia: Marzenna Łopata i Gosia Kajdańska-Schmidt.
Czwartkowe spacery: Zielona, buty i tajemniczy młotek
Strusia nie było, ale za to była gąsienica
Zaczęło się całkiem spokojnie. Pięć pań, czwartkowa trasa, las, jezioro, piękne niebo, trochę słońca i ta niewinna myśl: „idziemy na spacer”.
No i wtedy na trasę wkroczyła Marzenna Łopata vel Struś Pędziwiatr.
Kto zna, ten wie. Kto nie zna, ten po jednym takim spacerze już wie, że tutaj nuda raczej nie ma szans. Leśne ścieżki prowadziły przez piękne, zielone tereny, nad wodę, między wysokie drzewa i korzenie, które wyglądały tak, jakby same próbowały ruszyć w trasę. Było spokojnie, przyrodniczo i bardzo przyjemnie.
Do czasu.
🥾 Tajemnica porzuconych butów
W pewnym momencie na trasie znaleziono porzucone buty. Nie wiemy, co dokładnie się wydarzyło. Czy ktoś nie wytrzymał tempa? Czy buty same uznały, że dalej nie idą? Czy był to znak dla kolejnych wędrowców? Tego nie ustalono. Najważniejsze, że nasza grupa szła dalej w komplecie.
🐛 Przyroda też chciała iść z nami
Strusia na trasie nie odnotowano. Za to pojawili się inni przedstawiciele świata przyrody: ćma, gąsienica oraz jagoda, która wyglądała bardzo poważnie, jakby pełniła funkcję leśnego punktu kontrolnego. Gąsienica dzielnie próbowała dotrzymać kroku, ale przy tempie Marzenny nie miała łatwego zadania.
🌳 Chwila na historię
Była też chwila na historię. Uczestniczki odwiedziły Drzewo Wolności w Zielonej i zatrzymały się przy tablicach przypominających jego dzieje. To był ten moment wyprawy, w którym wszystko wyglądało dostojnie, poważnie i edukacyjnie.
A potem pojawiła się drewniana postać z tajemniczym narzędziem.
🔨 Co się wydarzyło w Zielonej?
Czy był to młotek? Toporek? Symbol lokalnej gościnności? A może po prostu element, który aż prosił się o zdjęcie? Tego również nie rozstrzygnięto. Wiadomo natomiast, że Marzenna próbowała przejąć narzędzie z pełnym uśmiechem, a drewniany strażnik młotka patrzył na nią tak, jakby mówił: „spokojnie, to jeszcze nie ten etap wycieczki”.
Jedna z uczestniczek postanowiła też sprawdzić, jak bardzo interaktywna jest ta atrakcja. Wszystko odbyło się bez strat w ludziach, butach i poczuciu humoru.
😄 Zwykły czwartek? Nie z Marzenną
Tak właśnie wyglądają czwartkowe spacery. Niby zwykła trasa. Niby las, jezioro, historia i kilka kilometrów marszu. A potem wracasz ze zdjęciami porzuconych butów, gąsienicy, tajemniczego narzędzia i historią, której nie da się opowiedzieć śmiertelnie poważnie.
Dziękujemy wszystkim uczestniczkom za wspólny spacer, dobry humor i świetną energię.
A Marzennie Łopacie vel Struś Pędziwiatr dziękujemy za prowadzenie wyprawy, przy której nawet spokojny czwartek potrafi nabrać rozpędu.
Zdjęcia wykonały uczestniczki spaceru.
Rok Szlaków PTTK 2026. Rusz z nami — szlak już czeka
Są takie drogi, które zaczynają się bardzo zwyczajnie. Przy przystanku. Na skraju lasu. Obok tablicy z mapą. Przy znaku namalowanym na drzewie. Niby nic wielkiego — kilka kroków, ścieżka, zakręt, kawałek zieleni.
A potem nagle okazuje się, że właśnie zaczęła się mała wyprawa.
Rok 2026 został ustanowiony Rokiem Szlaków PTTK. I dobrze, bo o szlakach warto mówić nie tylko wtedy, gdy planujemy długą górską trasę albo ambitną wyprawę. Szlak to nie jest test sprawności. To nie jest konkurs, kto przejdzie więcej kilometrów. To nie jest coś tylko dla „zaprawionych piechurów”.
Szlak to zaproszenie.
Może być krótki albo długi. Łatwy albo wymagający. Leśny, miejski, jurajski, górski, rowerowy, kajakowy, konny czy narciarski. Może prowadzić przez miejsce, które znamy od dziecka, albo przez teren, w którym jesteśmy pierwszy raz. Jego wartość nie zależy od trudności. Zależy od tego, że prowadzi nas dalej — do krajobrazu, historii, przyrody, ludzi i własnej ciekawości.
Bo szlak nie zawsze musi oznaczać zdobywanie szczytów. Czasem oznacza spokojny spacer przez las. Czasem przejście przez miasto i odkrycie, że budynek mijany od lat ma swoją opowieść. Czasem drogę nad wodą, przejazd rowerem, zimową trasę albo rodzinny wypad, po którym dzieci jeszcze długo pytają: „a kiedy znowu idziemy?”.
Właśnie w tym tkwi siła szlaków. One porządkują przestrzeń, ale nie odbierają przygody. Pokazują kierunek, ale zostawiają miejsce na zachwyt. Dają poczucie bezpieczeństwa, ale wciąż pozwalają poczuć, że jesteśmy odkrywcami.
Za każdym znakiem szlaku stoi też czyjaś praca. Ktoś tę trasę wyznaczył. Ktoś sprawdził jej przebieg. Ktoś odnowił oznakowanie, zadbał o czytelność, poprawił znak, zawiesił tabliczkę, opisał kierunek. Często tego nie widzimy. Po prostu idziemy dalej, bo znak jest na swoim miejscu. I właśnie o to chodzi — dobra praca przy szlakach najczęściej jest cicha, ale bez niej trudno byłoby ruszyć w teren z taką pewnością.
Szlaki PTTK to ogromna sieć możliwości. Są wśród nich szlaki piesze nizinne i górskie, rowerowe, konne, kajakowe, narciarskie, spacerowe i dydaktyczne. Każdy z nich jest inny, ale każdy może stać się początkiem dobrej historii.
Dlatego w Roku Szlaków PTTK chcemy przypominać, że turystyka nie zaczyna się od dalekiej podróży. Zaczyna się od decyzji: wychodzę. Sprawdzam, co jest blisko. Daję sobie czas. Patrzę uważniej. Idę z ludźmi, z którymi dobrze się milczy, śmieje i odkrywa.
W planowaniu takich wyjść pomagają dziś nie tylko mapy i drogowskazy w terenie. Warto korzystać także z dostępnych narzędzi PTTK i informacji online. Przydatny może być serwis szlaków PTTK, który pozwala sprawdzić przebieg tras, ich długość oraz oznakowanie.
Sprawdź szlaki w aplikacji PTTKA jeśli planujemy konkretną trasę, warto wcześniej sprawdzić jej przebieg, długość, charakter i oznakowanie. Technologia może pomóc przygotować wycieczkę, ale nie zastąpi tego, co najważniejsze: pierwszego kroku, rozmów na trasie, zapachu lasu, widoku ze ścieżki i tej prostej radości, że znowu jesteśmy w drodze.
Rok Szlaków PTTK jest dla wszystkich. Dla tych, którzy chodzą od lat. Dla tych, którzy wracają po przerwie. Dla tych, którzy dopiero zaczynają i nie wiedzą jeszcze, czy „to ich klimat”.
Jest.
Szlak nie pyta, czy jesteś zawodowym podróżnikiem. Nie sprawdza, ile masz sprzętu. Nie wymaga wielkich deklaracji. Czeka spokojnie: na skraju lasu, przy drogowskazie, na mapie, za rogiem miasta, przy pierwszym znaku.
Rusz z nami. Szlak już czeka.
🕵️♀️ Poszukiwacze miejskich tajemnic — spacer po Zabrzu
20 czerwca 2026 roku odbył się spacer „Poszukiwacze miejskich tajemnic”, przygotowany w ramach wydarzenia I ❤️ Zabrze Sport 2026.
Organizatorem wydarzenia było Gryfnie po Śląsku, a PTTK Oddział Miejski w Zabrzu przygotował i poprowadził część spacerową. Uczestnicy ruszyli trasą prowadzącą przez miejsca znane, mniej oczywiste i takie, które na co dzień łatwo minąć bez zatrzymania.
Spacer rozpoczął się przy biurze PTTK, a następnie prowadził m.in. przez okolice dworca, ulicę Dworcową, Plac Wolności i miejsca związane z historią dawnego Zabrza. Po drodze szukaliśmy śladów miasta ukrytych w budynkach, detalach architektonicznych i opowieściach, które nadal są częścią miejskiej przestrzeni.
Na trasie nie zabrakło rozmów, pytań i wspólnego odkrywania historii Zabrza krok po kroku. Szczególne brawa należą się najmłodszym uczestnikom, którzy dzielnie wytrwali cały spacer.
Dziękujemy wszystkim uczestnikom za obecność, ciekawość i dobrą atmosferę. Do zobaczenia na kolejnych spacerach i trasach z PTTK Oddział Miejski w Zabrzu.
Uczestnicy spaceru przed biurem PTTK Oddział Miejski w Zabrzu. Fot. Joanna Olech-Bąkała
Jeden z punktów spaceru „Poszukiwacze miejskich tajemnic”. Fot. Joanna Olech-Bąkała
Uczestnicy spaceru przy dawnym Admiralspalast w Zabrzu. Fot. Joanna Olech-Bąkała
PTTK Zabrze na Regionalnej Konferencji Oddziałów PTTK Województwa Śląskiego
20 czerwca 2026 roku przedstawiciele PTTK Oddział Miejski w Zabrzu uczestniczyli w Regionalnej Konferencji Oddziałów PTTK Województwa Śląskiego, która odbyła się w Muzeum Hutnictwa w Chorzowie.
Spotkanie było częścią przygotowań do XXI Walnego Zjazdu PTTK. Regionalne konferencje oddziałów są ważnym elementem życia organizacyjnego Towarzystwa. To właśnie tam spotykają się delegaci z oddziałów działających w danym województwie, rozmawiają o sprawach PTTK i wybierają swoich przedstawicieli na zjazd krajowy.
Dla naszego Oddziału była to okazja do udziału w pracach środowiska PTTK na poziomie regionalnym, ale też do spotkania z przedstawicielami innych oddziałów z województwa śląskiego.
Takie wydarzenia pokazują, że działalność PTTK to nie tylko rajdy, wycieczki i spacery, ale również codzienna praca organizacyjna, współpraca i odpowiedzialność za dalszy rozwój Towarzystwa.
PTTK Oddział Miejski w Zabrzu był obecny w Chorzowie i aktywnie uczestniczył w tym ważnym dla śląskich oddziałów wydarzeniu.
Regionalna Konferencja Oddziałów PTTK Województwa Śląskiego w Muzeum Hutnictwa w Chorzowie. Fot. Bogdan Dropik
Przedstawiciele PTTK Oddział Miejski w Zabrzu podczas konferencji w Chorzowie. Fot. Bogdan Dropik
PTTK Zabrze w wydarzeniu „I ❤️ Zabrze Sport 2026”
Już w sobotę, 20 czerwca 2026 r. o godz. 10:00, zapraszamy na rodzinny spacer po Zabrzu pod hasłem „Poszukiwacze miejskich tajemnic”.
Spacer odbędzie się w ramach wydarzenia „I ❤️ Zabrze Sport 2026”, którego organizatorem jest Stowarzyszenie Gryfnie po Śląsku.
Za spacerową część wydarzenia odpowiada PTTK Oddział Miejski w Zabrzu.
Podczas spaceru spojrzymy na centrum miasta trochę uważniej. Poszukamy ciekawych detali, miejsc z historią i śladów dawnego Zabrza, które często mijamy na co dzień, nawet ich nie zauważając.
Będzie spokojnie, rodzinnie i bez pośpiechu. To dobra okazja, żeby wyjść z domu, przejść się po mieście i zobaczyć, że Zabrze ma swoje małe tajemnice.
Termin: sobota, 20 czerwca 2026 r.
Godzina: 10:00
Miejsce zbiórki: plac Dworcowy 5, 41-800 Zabrze
Spacer prowadzi: PTTK Oddział Miejski w Zabrzu
Organizator wydarzenia „I ❤️ Zabrze Sport 2026”: Stowarzyszenie Gryfnie po Śląsku
Zachęcamy także do zapoznania się z całym programem wydarzenia „I ❤️ Zabrze Sport 2026”. W mieście zaplanowano więcej aktywności, więc każdy może znaleźć coś dla siebie.
XX Rajd Jurajski – z nimi chce się ruszyć w drogę
Jubileuszowa wędrówka przez jurajskie lasy, skały i historię pokazała, że dobra wycieczka zaczyna się od miejsca, ale zostaje w pamięci dzięki ludziom.
Prognozy pogody robiły wszystko, żeby rozsądny człowiek został w domu. Chmury, możliwy deszcz, niepewne niebo nad Jurą. Krótko mówiąc: idealne warunki do tego, żeby spojrzeć przez okno, westchnąć i wrócić pod koc.
Tylko że z wycieczkami jest tak, że gdyby zawsze słuchać prognoz, połowa dobrych wspomnień nigdy by się nie wydarzyła.
Ruszyliśmy więc na XX Rajd Jurajski.
I od razu było wiadomo, że to nie będzie zwykła sobota.
Deszcz krążył gdzieś w okolicy, ciemniejsze chmury co jakiś czas pojawiały się na horyzoncie, ale przez cały rajd nie spadła na nas ani jedna kropla. Dopiero w drodze powrotnej pogoda przypomniała sobie, że przecież miała padać. Trochę późno, ale doceniamy konsekwencję.
Zanim jednak dotarliśmy do Ryczowa, Jura przywitała nas po swojemu. Jadąc od strony Pasma Niegowonicko-Smoleńskiego, zatrzymaliśmy się przy Kromołowcu. Tego punktu nie było w programie. I bardzo dobrze, bo czasem najlepsze początki wycieczek to właśnie te, których nikt wcześniej nie wpisał w plan.
Dopiero później ruszyliśmy do Ryczowa, gdzie przy ruinach dawnej strażnicy rozpoczęła się właściwa część trasy. Stamtąd poszliśmy w stronę Skał Straszykowych. Najpierw były ścieżki, potem bukowy las, potem skały, a po chwili już ten dobrze znany moment, kiedy grupa przestaje po prostu iść, bo co kilka kroków ktoś znajduje coś wartego zatrzymania.
Jura ma tę dziwną właściwość, że człowiek jedzie oglądać zamki i skały, a po drodze zachwyca się drzewami. Niektóre buki wyglądały tak, jakby las postanowił pożyczyć nogi od słonia. Wielkie, powyginane, mocno osadzone w ziemi. Takie, przy których trudno nie zwolnić.
Duże wrażenie zrobiła też Kominowa. To jedno z tych miejsc, gdzie nie trzeba nikogo namawiać do wyciągnięcia telefonu. Skała sama robi swoje. Przyciąga wzrok, zatrzymuje ludzi i na chwilę przejmuje całą uwagę.
Ale na tym rajdzie wielkie rzeczy wcale nie miały monopolu na zainteresowanie. W pewnym momencie bohaterem został chrząszcz chowający się w liściach. Była próba zdjęcia, było delikatne odkrywanie liści, była też bardzo trafna uwaga, że może ten chrząszcz jednak chciałby mieć trochę prywatności. I dobrze, bo Jura to nie tylko skały, zamki i wielka historia. To też takie małe przystanki, po których grupa jeszcze długo się uśmiecha.
A potem znów przejęła nas trasa. Ruszyliśmy w stronę rezerwatu Ruskie Góry, przez bukowe lasy i jurajskie ścieżki, które raz prowadziły łagodnie, a raz przypominały, że nazwa „Góry” nie zawsze jest przypadkowa. Po drodze pojawiły się wąwozy, okolice Krzywopłotów i historia, której na tej trasie nie da się ominąć.
Ślady I wojny światowej były obecne niemal przez cały czas. Okopy, ukryte wśród zieleni, przypominały, że te spokojne dziś miejsca widziały kiedyś zupełnie inny świat. Szczególne miejsce zajmuje tu bitwa pod Krzywopłotami, nazywana Małymi Termopilami. To jeden z tych momentów na trasie, kiedy krajobraz przestaje być tylko ładnym widokiem, a zaczyna mówić.
W Bydlinie zatrzymaliśmy się przy kaplicy cmentarnej. Z zewnątrz przyciąga uwagę swoją prostą, zwartą bryłą, która może kojarzyć się z dawną architekturą romańską. Tym razem wnętrze pozostało zamknięte, ale nawet z zewnątrz to miejsce ma w sobie coś, co zatrzymuje wzrok.
A potem był zamek w Bydlinie. Ruiny, wzgórze, historia i ten jurajski spokój, który sprawia, że człowiek przez chwilę patrzy dalej niż tylko pod nogi.
Gdyby opisać ten rajd samą trasą, można by napisać: Ryczów, Skały Straszykowe, Ruskie Góry, Góry Bydlińskie, Krzywopłoty, Bydlin. Wszystko by się zgadzało.
Tylko że to byłaby niepełna prawda.
Bo ten rajd był przede wszystkim o ludziach.
O rozmowach, które zaczynają się same. O żartach, które idą z grupą przez kolejne kilometry. O śpiewaniu na szlaku. O najmłodszym uczestniku, który dzielnie był częścią tej samej przygody co dorośli. O jubileuszowych drobiazgach, które przypominały, że XX Rajd Jurajski to już kawałek historii.
Było też „Sto lat” dla Romka, członka PTTK i aktywnego uczestnika naszych rajdów, który niedawno obchodził urodziny. A że Romek na szlaku bywa regularnie, to życzenia w plenerze pasowały do niego idealnie. W końcu nie każdy świętuje urodziny wśród jurajskich lasów, skał i ludzi, którzy zamiast siedzieć w domu, wolą sprawdzić, co czeka za kolejnym zakrętem.
Był też dudek.
Nie wiadomo, czy ktokolwiek naprawdę był przygotowany na to, że niewielki ptak stanie się jednym z głównych bohaterów dnia. Uczestnicy dostali specjalne plakietki, a potem sprawa zaczęła żyć własnym życiem. Ktoś wypatrywał dudka, ktoś inny twierdził, że widział go przebranego za dzięcioła. I nagle zwykła wędrówka miała swój własny, lekko absurdalny motyw przewodni.
Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do Źródełka Miłości w Krzywopłotach. Część osób spróbowała wody i bardzo szybko dało się zauważyć, że źródełko działa. Oczywiście sympatia w grupie była od początku, ale po tej wizycie można było uznać, że została dodatkowo wzmocniona metodą jurajską.
I kiedy wydawało się, że dzień powoli się zamyka, pojawił się jeszcze jeden zwrot akcji.
Rajd skończył się wyjątkowo wcześnie. Zamiast więc wracać prosto do domu, zapadła szybka decyzja: jedziemy na Krępę w Ogrodzieńcu. Tam ruszyliśmy na krótki spacer w stronę ruin Prochowni. Nawet kierowca zostawił na chwilę autobus i poszedł razem z nami. To chyba najlepszy dowód na to, że dobra grupa potrafi wciągnąć każdego.
Było więc wszystko, co powinno być na prawdziwej wyprawie: miejsca, które mają historię, las, który pachnie Jurą, skały, które zatrzymują ludzi w pół kroku, nieplanowane postoje, śmiech, śpiew, urodziny, dudek, chrząszcz i decyzje podejmowane na bieżąco.
XX Rajd Jurajski pokazał, że nie trzeba jechać na koniec świata, żeby przeżyć coś dobrego. Czasem wystarczy wstać od komputera, założyć wygodne buty i pojechać z ludźmi, którzy potrafią z jednej soboty zrobić opowieść.
Z taką grupą naprawdę chce się ruszyć w drogę.
Więcej zdjęć z XX Rajdu Jurajskiego znajdziecie w galerii.
Zobacz galerię zdjęćZdjęcia: Marzenna Łopata i Gosia Kajdańska-Schmidt
PTTK Zabrze w projekcie Śląskie Puzzle 2026
Pod koniec maja mieliśmy przyjemność włączyć się w realizację projektu „Śląskie Puzzle 2026”, organizowanego przez Stowarzyszenie Gryfnie po Śląsku z okazji Dnia Sąsiada.
To była świetna okazja, żeby pokazać młodym ludziom Zabrze z trochę innej strony. Nie tylko jako miasto, przez które się przechodzi albo przejeżdża, ale jako miejsce pełne historii, ciekawych detali i opowieści ukrytych tuż obok nas.
Projekt połączył uczestników z różnych części regionu i zachęcił ich do poznawania miejsc, historii oraz dziedzictwa kulturowego Górnego Śląska. Pierwszego dnia młodzież odwiedziła Pszczynę, a drugiego dnia zawitała do Zabrza.
Spacer po mieście poprowadził prezes PTTK Oddział Miejski Zabrze, który pokazał uczestnikom miejsca dobrze znane mieszkańcom, ale często skrywające historie, których na co dzień po prostu nie zauważamy.
Wędrówkę rozpoczęliśmy w okolicach dworca kolejowego. Kolejne przystanki stały się okazją do rozmowy o historii miasta, jego architekturze oraz detalach ukrytych na elewacjach dawnych kamienic. Uczestnicy mogli przekonać się, że czasem wystarczy spojrzeć trochę wyżej, żeby zobaczyć symbole, zdobienia i ślady dawnych mieszkańców Zabrza.
Nie zabrakło ciekawostek, pytań, wspólnego odkrywania i tego najważniejszego momentu, kiedy znane miejsce nagle zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Bo właśnie o to chodzi w takich spacerach — żeby zatrzymać się na chwilę i zobaczyć więcej.
Dla PTTK Oddział Miejski Zabrze udział w projekcie był bardzo dobrą okazją do pokazania, że odkrywanie najbliższej okolicy może być równie ciekawe jak dalekie podróże. Cieszymy się, że mogliśmy być częścią tej inicjatywy i wspólnie spojrzeć na Zabrze z nowej, świeżej perspektywy.
Dziękujemy Stowarzyszeniu Gryfnie po Śląsku za zaproszenie do współpracy oraz wszystkim uczestnikom za aktywny udział w spacerze. Lubimy takie działania i jesteśmy otwarci na kolejne wspólne projekty, które pokazują, że lokalna historia naprawdę potrafi wciągnąć.
Dziękujemy pewnemu miłośnikowi odległej galaktyki za fotograficzne spojrzenie na Zabrze.
Jak mawiają w pewnej odległej galaktyce – niech Moc będzie z Tobą.
Wszystkie szlaki prowadzą na Brocken – podróżnicze spotkanie o Harzu
Kraina legend, górskich szlaków i widoków, które zostają w pamięci
Pod koniec maja odbyło się pierwsze spotkanie podróżnicze organizowane przez PTTK Oddział Miejski Zabrze, które otworzyło planowaną serię takich wydarzeń. Tym razem przenieśliśmy się do Harzu – pasma górskiego położonego w środkowych Niemczech, pełnego malowniczych szlaków, lasów, skał oraz miejsc związanych z lokalnymi legendami.
Podczas prelekcji uczestnicy mogli zobaczyć zdjęcia z wędrówek po Harzu oraz poznać najciekawsze miejsca regionu, w tym najwyższy szczyt gór – Brocken.
Nie zabrakło również opowieści o takich miejscach jak Ilsestein, Ilsetal, Torfhaus, Oderteich czy Wolfswarte, a także o szlakach prowadzących przez jedne z najpiękniejszych zakątków tej części Niemiec.
Harz to region, który potrafi zaskoczyć o każdej porze roku. Jednego dnia zachwyca rozległymi panoramami, innym razem skrywa się we mgle, nadając szlakom niemal baśniowy charakter.
„Harz to nie tylko Brocken. To dziesiątki szlaków, skalnych punktów widokowych, leśnych ścieżek i miejsc, do których chce się wracać.”
Spotkanie poprowadziła Gosia Kajdańska-Schmidt, która podzieliła się własnymi doświadczeniami, obserwacjami i wspomnieniami z wędrówek po Harzu.
Tym razem spotkaliśmy się w kameralnym gronie. Wiemy jednak, że część osób zainteresowanych tematem przebywała w tym czasie na własnych wyjazdach i wyprawach. Niewykluczone więc, że do Harzu jeszcze wrócimy podczas kolejnego spotkania podróżniczego.
Bo choć szlaków w Harzu jest wiele, często okazuje się, że wszystkie prowadzą na Brocken. 🏔️
Więcej niż punkty. Historie zapisane w książeczkach GOT
Jedna pieczątka może zmienić więcej, niż myślisz
Dla osoby, która nigdy nie prowadziła książeczki turystycznej, to tylko kilka stron i kilka odbitych stempli. Dla turysty to często kronika wielu lat wędrówek, zdobytych szczytów, poznanych ludzi i miejsc, do których chce się wracać.
Każda pieczątka ma swoją historię.
Jedna przypomina pierwszy samodzielnie zdobyty szczyt. Inna deszczowy dzień na szlaku. Jeszcze inna wyjazd, na który czekało się przez wiele miesięcy. Z czasem książeczka staje się czymś więcej niż zbiorem punktów – staje się osobistą mapą wspomnień.
Książeczka GOT – osobista mapa przebytych szlaków.
Odznaka jest pamiątką wielu kilometrów, podejść i widoków.
Podczas ostatniej weryfikacji Górskiej Odznaki Turystycznej PTTK w naszym oddziale szczególną uwagę zwróciła książeczka Beaty. Wśród wielu zgromadzonych pieczątek jedna była dla niej wyjątkowa – pamiątka z wejścia na Piz Boè, jeden z najwyższych szczytów masywu Sella w Dolomitach. To właśnie tę pieczątkę Beata nazwała najważniejszą w swoim turystycznym życiu.
I trudno się dziwić.
Za takim niewielkim stemplem kryją się przecież przygotowania, wysiłek, emocje i widoki, których nie da się zapomnieć. To właśnie dlatego tak wielu turystów przez lata prowadzi swoje książeczki, zbiera pieczątki i dokumentuje kolejne wyprawy.
W naszym środowisku nie brakuje również osób, które stawiają sobie coraz ambitniejsze cele. Dobrym przykładem jest nasza sekretarz Iwona, która w ostatnim czasie ukończyła Beskid Mały Loop – wymagającą trasę prowadzącą przez najpiękniejsze zakątki Beskidu Małego. Takie osiągnięcia pokazują, że turystyczna pasja potrafi rozwijać się przez całe lata.
Najpierw jest pierwszy spacer.
Potem pierwszy rajd.
Pierwsza pieczątka.
Pierwsza książeczka.
Pierwsza odznaka.
A później często okazuje się, że nie chodzi już wyłącznie o punkty. Chodzi o miejsca, ludzi, wspomnienia i kolejne marzenia, które czekają za następnym zakrętem szlaku.
Jeżeli chcesz rozpocząć swoją przygodę z Górską Odznaką Turystyczną PTTK lub Odznaką Turystyki Pieszej, zapraszamy do naszego oddziału. Można u nas kupić książeczki, uzyskać informacje dotyczące zdobywania odznak oraz umówić się na weryfikację punktów.
Bo każda wielka turystyczna historia zaczyna się od pierwszego kroku. 🥾🏔️
Zdjęcia: Małgorzata Kajdańska-Schmidt.
Na zdjęciach: Beata – aktywna uczestniczka wypraw organizowanych przez PTTK Oddział Miejski Zabrze oraz Józef Kwoczala – przodownik GOT i osoba uprawniona do weryfikowania punktów GOT.
XXX Rajd Bakałarzy – przygoda tuż za rogiem
Do Smolnicy? A co tam właściwie jest?
To pytanie mogło pojawić się w głowie niejednej osoby przed rozpoczęciem XXX Rajdu Bakałarzy. Jak się jednak okazało, wcale nie trzeba wyjeżdżać daleko, aby znaleźć ciekawe miejsca, piękne krajobrazy i spędzić dzień w świetnym towarzystwie.
W sobotni poranek uczestnicy rajdu spotkali się w Centrum Przesiadkowym w Gliwicach. Po krótkiej podróży autobusem M100 do Sośnicowic rozpoczęła się właściwa część wyprawy. Trasa prowadziła przez okolice Smolnicy aż do Wilczego Gardła, a każdy kolejny kilometr przynosił nowe rozmowy, historie i powody do uśmiechu.
Był czas na poznawanie lokalnych ciekawostek, przyrodnicze opowieści i odkrywanie miejsc, obok których wielu z nas przejeżdża na co dzień, nie zdając sobie sprawy z ich uroku. Były również chwile odpoczynku, coś słodkiego na wzmocnienie i mnóstwo dobrej energii, która od początku do końca towarzyszyła całej grupie.
Patrząc na zdjęcia z rajdu trudno oprzeć się wrażeniu, że największą wartością tej wycieczki nie była nawet sama trasa, lecz ludzie, którzy ją wspólnie przemierzali. Uśmiechy, żarty i rozmowy sprawiały, że kolejne kilometry mijały niemal niezauważenie.
Marzenna Łopata po raz kolejny udowodniła, że prawdziwa turystyka nie zawsze zaczyna się na drugim końcu Polski. Czasem wystarczy spojrzeć nieco uważniej na najbliższą okolicę, aby odkryć miejsca, które potrafią zaskoczyć historią, przyrodą i swoim niepowtarzalnym klimatem.
Nie zabrakło również elementu, bez którego wiele rajdów trudno byłoby sobie wyobrazić – wspólnych śpiewów. Jak zwykle znalazła się grupa wiernych piechurów, którzy z Marzenną gotowi są przemierzać kolejne kilometry, a dobry humor nie opuszcza ich nawet pod koniec trasy.
XXX Rajd Bakałarzy był kolejnym dowodem na to, że nie trzeba zdobywać najwyższych szczytów ani planować dalekich podróży, by przeżyć udany dzień. Wystarczy wygodne obuwie, odrobina ciekawości i grupa ludzi, z którymi po prostu chce się wędrować.
Zapraszamy do galerii zdjęć
A jeśli ktoś nadal zastanawia się, czy warto było ruszyć na szlak, odpowiedź znajdzie w naszej galerii zdjęć. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z XXX Rajdu Bakałarzy i odkrycia miejsc, które znajdują się znacznie bliżej, niż mogłoby się wydawać.
Zobacz galerię zdjęćFotografie: Marzenna Łopata.