Czwartkowe spacery: Zielona, buty i tajemniczy młotek
Strusia nie było, ale za to była gąsienica
Zaczęło się całkiem spokojnie. Pięć pań, czwartkowa trasa, las, jezioro, piękne niebo, trochę słońca i ta niewinna myśl: „idziemy na spacer”.
No i wtedy na trasę wkroczyła Marzenna Łopata vel Struś Pędziwiatr.
Kto zna, ten wie. Kto nie zna, ten po jednym takim spacerze już wie, że tutaj nuda raczej nie ma szans. Leśne ścieżki prowadziły przez piękne, zielone tereny, nad wodę, między wysokie drzewa i korzenie, które wyglądały tak, jakby same próbowały ruszyć w trasę. Było spokojnie, przyrodniczo i bardzo przyjemnie.
Do czasu.
🥾 Tajemnica porzuconych butów
W pewnym momencie na trasie znaleziono porzucone buty. Nie wiemy, co dokładnie się wydarzyło. Czy ktoś nie wytrzymał tempa? Czy buty same uznały, że dalej nie idą? Czy był to znak dla kolejnych wędrowców? Tego nie ustalono. Najważniejsze, że nasza grupa szła dalej w komplecie.
🐛 Przyroda też chciała iść z nami
Strusia na trasie nie odnotowano. Za to pojawili się inni przedstawiciele świata przyrody: ćma, gąsienica oraz jagoda, która wyglądała bardzo poważnie, jakby pełniła funkcję leśnego punktu kontrolnego. Gąsienica dzielnie próbowała dotrzymać kroku, ale przy tempie Marzenny nie miała łatwego zadania.
🌳 Chwila na historię
Była też chwila na historię. Uczestniczki odwiedziły Drzewo Wolności w Zielonej i zatrzymały się przy tablicach przypominających jego dzieje. To był ten moment wyprawy, w którym wszystko wyglądało dostojnie, poważnie i edukacyjnie.
A potem pojawiła się drewniana postać z tajemniczym narzędziem.
🔨 Co się wydarzyło w Zielonej?
Czy był to młotek? Toporek? Symbol lokalnej gościnności? A może po prostu element, który aż prosił się o zdjęcie? Tego również nie rozstrzygnięto. Wiadomo natomiast, że Marzenna próbowała przejąć narzędzie z pełnym uśmiechem, a drewniany strażnik młotka patrzył na nią tak, jakby mówił: „spokojnie, to jeszcze nie ten etap wycieczki”.
Jedna z uczestniczek postanowiła też sprawdzić, jak bardzo interaktywna jest ta atrakcja. Wszystko odbyło się bez strat w ludziach, butach i poczuciu humoru.
😄 Zwykły czwartek? Nie z Marzenną
Tak właśnie wyglądają czwartkowe spacery. Niby zwykła trasa. Niby las, jezioro, historia i kilka kilometrów marszu. A potem wracasz ze zdjęciami porzuconych butów, gąsienicy, tajemniczego narzędzia i historią, której nie da się opowiedzieć śmiertelnie poważnie.
Dziękujemy wszystkim uczestniczkom za wspólny spacer, dobry humor i świetną energię.
A Marzennie Łopacie vel Struś Pędziwiatr dziękujemy za prowadzenie wyprawy, przy której nawet spokojny czwartek potrafi nabrać rozpędu.
Zdjęcia wykonały uczestniczki spaceru.