Paprocany. Miejsce, które nie powinno robić takiego wrażenia
Bo prawda jest taka, że większość z nas zna Paprocany.
Albo przynajmniej wydaje się nam, że zna.
Jezioro? Wiadomo. Promnice? Kojarzymy. Las? Jest.
I właśnie dlatego tak łatwo przeoczyć wszystko to, co kryje się pomiędzy.
Dopiero kiedy zwolnisz krok, spojrzysz w bok zamiast przed siebie, okazuje się, że miejsce oddalone zaledwie godzinę drogi od Zabrza potrafi zaskoczyć bardziej niż niejeden odległy zakątek Polski.
Tym razem odkrywaliśmy Paprocany bez pośpiechu.
Było jezioro odbijające chmury, były leśne ścieżki, był Zameczek Myśliwski Promnice i była grupa ludzi, która najwyraźniej uznała, że dzień spędzony razem jest znacznie lepszym pomysłem niż kolejny dzień przed telewizorem.
Prawie trzydzieści osób przyjechało nie tylko po widoki. Przyjechali po rozmowy, żarty i tę szczególną atmosferę, która powstaje wtedy, kiedy ludzie naprawdę cieszą się swoim towarzystwem.
Po drodze trafiliśmy również na tajemniczą strzałkę.
Jej pochodzenie pozostaje nieznane. Nie wiadomo, kto ją ułożył, dla kogo ani dokąd właściwie prowadziła. Stała jednak tak pewnie i wskazywała kierunek z takim przekonaniem, że nikt nie zamierzał z nią dyskutować.
Być może właśnie na tym polega odkrywanie miejsc, które pozornie dobrze znamy. Czasami trzeba zejść z utartego sposobu patrzenia i pozwolić, by drogę wskazało coś zupełnie nieoczekiwanego.
Później pojawił się motyl.
Niewielki, niepozorny, siedzący spokojnie na liściu. Nie znajdował się w programie wycieczki, nie wymagał biletu wstępu i nie czekał na oklaski. A jednak właśnie takie drobne spotkania potrafią zatrzymać człowieka na dłużej niż największe atrakcje.
Paprocany nie próbują nikogo oszołomić. Nie muszą. Wystarczy dać im trochę czasu, zwolnić i rozejrzeć się uważniej. Być może znajdziecie tam coś, czego nie znalazła nawet organizatorka.
To tylko trzy kadry. Reszta Paprocan czeka w galerii.
Zdjęcia: Marzenna Łopata