Kazimierz Dolny i okolice – pięć dni, które minęły za szybko
Pięć dni minęło zdecydowanie za szybko.
Kazimierz Dolny większość z nas kojarzy z rynkiem, kamienicami, Wisłą, zamkiem i basztą. Ale warto czasem odejść kawałek dalej od rynku, bo wtedy zaczyna się zupełnie inny Kazimierz.
Dawniej było tu zresztą znacznie bardziej handlowo niż turystycznie. Wisłą transportowano zboże, nad rzeką stały spichlerze, a Kazimierz był ważnym portem. Podobno spichlerzy było tu kiedyś około sześćdziesięciu. Dzisiaj zostało ich tylko kilka.
Tutejsze wąwozy też nie wzięły się znikąd. Okolica leży na lessach, a less bardzo łatwo poddaje się działaniu wody. Przez lata deszcze i roztopy wycinały w nim coraz głębsze drogi i jary. Dlatego właśnie tutaj można wejść między wysokie ściany, patrzeć na korzenie drzew wiszące nad głową i po chwili zupełnie zapomnieć, że jeszcze przed momentem było się między polami.
Albrechtówka, Parchatka, Bochotnica, Janowiec, Puławy, Nałęczów — Marzanna naprawdę nie dała nam czasu na nudę. Raz spacerowo, raz trochę pod górę, raz po błocie. Jak to na porządnej wycieczce.
W Puławach warto zatrzymać się przy Świątyni Sybilli. To właśnie tam Izabela Czartoryska stworzyła na początku XIX wieku pierwsze polskie muzeum. Polski nie było wtedy na mapie, więc zbierała pamiątki związane z jej historią. Nad wejściem znalazł się napis „Przeszłość Przyszłości”. Dwa słowa, ale trudno przejść obok nich obojętnie, kiedy zna się historię tego miejsca.
Nałęczów z kolei od dawna miał swoich stałych bywalców. Bolesław Prus wracał tu przez wiele lat, bywał też Stefan Żeromski. Przyjeżdżali odpocząć, leczyć się, pisać. I chyba coś w tym miejscu musi być, skoro chciało im się wracać.
Oczywiście nie samą historią człowiek na wycieczce żyje. Roman od czasu do czasu sprawdzał teren przez lornetkę, a jedna para skarpetek nie dotrwała do końca wyjazdu. Reszta grupy na szczęście tak.
I chyba właśnie dlatego te pięć dni zleciało tak szybko. Każdego dnia gdzie indziej, każdego dnia coś nowego, a po powrocie człowiek dopiero orientuje się, ile właściwie udało się zobaczyć.
Zdjęcia z całego wyjazdu znajdziecie w galerii.
A jeśli podczas oglądania przemknie komuś przez głowę: „kurczę, trzeba było jechać” — no cóż. Trzeba było.