Przejdź do głównej treści
PTTK Zabrze oddz. im Andrzeja Jakusa

PTTK Oddział Miejski Zabrze
im. Andrzeja Jakusa

Rusz z nami w drogę!
  • Strona główna
  • Aktualności
  • O nas
  • Członkostwo
  • Wycieczki
  • Odkrywaj z nami
  • Galeria
  • Kontakt
  • Zapisy na wydarzenia

Najnowsze wpisy

  • Paprocany. Miejsce, które nie powinno robić takiego wrażenia
    5 lip, 2026
  • Dyżury - lipiec/sierpień 2026
    30 cze, 2026
  • W pogoni za Husarią… i cieniem
    27 cze, 2026
  • Czwartkowe spacery: Zielona, buty i tajemniczy młotek
    26 cze, 2026
  • Rok Szlaków PTTK 2026. Rusz z nami — szlak już czeka
    25 cze, 2026
  • 🕵️‍♀️ Poszukiwacze miejskich tajemnic — spacer po Zabrzu
    22 cze, 2026
  • PTTK Zabrze na Regionalnej Konferencji Oddziałów PTTK Województwa Śląskiego
    21 cze, 2026

Kategorie

  • Aktualności
  • Dyżury

Archiwum

  • 2026
    • Lipiec
    • Czerwiec
    • Maj
    • Kwiecień
    • Marzec

Najbliższe wycieczki

05.09-09.09.2026
Kazimierz Dolny - wycieczka piesza
12.09.2026
48 Rajd Organizatorów Turystyki
Zobacz szczegóły wycieczek →

XX Rajd Jurajski – z nimi chce się ruszyć w drogę

czerwiec 14, 2026 o 12:10, Brak komentarzy

Jubileuszowa wędrówka przez jurajskie lasy, skały i historię pokazała, że dobra wycieczka zaczyna się od miejsca, ale zostaje w pamięci dzięki ludziom.

Uczestnicy XX Rajdu Jurajskiego podczas wędrówki

Prognozy pogody robiły wszystko, żeby rozsądny człowiek został w domu. Chmury, możliwy deszcz, niepewne niebo nad Jurą. Krótko mówiąc: idealne warunki do tego, żeby spojrzeć przez okno, westchnąć i wrócić pod koc.

Tylko że z wycieczkami jest tak, że gdyby zawsze słuchać prognoz, połowa dobrych wspomnień nigdy by się nie wydarzyła.

Ruszyliśmy więc na XX Rajd Jurajski.

I od razu było wiadomo, że to nie będzie zwykła sobota.

Deszcz krążył gdzieś w okolicy, ciemniejsze chmury co jakiś czas pojawiały się na horyzoncie, ale przez cały rajd nie spadła na nas ani jedna kropla. Dopiero w drodze powrotnej pogoda przypomniała sobie, że przecież miała padać. Trochę późno, ale doceniamy konsekwencję.

Zanim jednak dotarliśmy do Ryczowa, Jura przywitała nas po swojemu. Jadąc od strony Pasma Niegowonicko-Smoleńskiego, zatrzymaliśmy się przy Kromołowcu. Tego punktu nie było w programie. I bardzo dobrze, bo czasem najlepsze początki wycieczek to właśnie te, których nikt wcześniej nie wpisał w plan.

Dopiero później ruszyliśmy do Ryczowa, gdzie przy ruinach dawnej strażnicy rozpoczęła się właściwa część trasy. Stamtąd poszliśmy w stronę Skał Straszykowych. Najpierw były ścieżki, potem bukowy las, potem skały, a po chwili już ten dobrze znany moment, kiedy grupa przestaje po prostu iść, bo co kilka kroków ktoś znajduje coś wartego zatrzymania.

Jura ma tę dziwną właściwość, że człowiek jedzie oglądać zamki i skały, a po drodze zachwyca się drzewami. Niektóre buki wyglądały tak, jakby las postanowił pożyczyć nogi od słonia. Wielkie, powyginane, mocno osadzone w ziemi. Takie, przy których trudno nie zwolnić.

Duże wrażenie zrobiła też Kominowa. To jedno z tych miejsc, gdzie nie trzeba nikogo namawiać do wyciągnięcia telefonu. Skała sama robi swoje. Przyciąga wzrok, zatrzymuje ludzi i na chwilę przejmuje całą uwagę.

Ale na tym rajdzie wielkie rzeczy wcale nie miały monopolu na zainteresowanie. W pewnym momencie bohaterem został chrząszcz chowający się w liściach. Była próba zdjęcia, było delikatne odkrywanie liści, była też bardzo trafna uwaga, że może ten chrząszcz jednak chciałby mieć trochę prywatności. I dobrze, bo Jura to nie tylko skały, zamki i wielka historia. To też takie małe przystanki, po których grupa jeszcze długo się uśmiecha.

A potem znów przejęła nas trasa. Ruszyliśmy w stronę rezerwatu Ruskie Góry, przez bukowe lasy i jurajskie ścieżki, które raz prowadziły łagodnie, a raz przypominały, że nazwa „Góry” nie zawsze jest przypadkowa. Po drodze pojawiły się wąwozy, okolice Krzywopłotów i historia, której na tej trasie nie da się ominąć.

Ślady I wojny światowej były obecne niemal przez cały czas. Okopy, ukryte wśród zieleni, przypominały, że te spokojne dziś miejsca widziały kiedyś zupełnie inny świat. Szczególne miejsce zajmuje tu bitwa pod Krzywopłotami, nazywana Małymi Termopilami. To jeden z tych momentów na trasie, kiedy krajobraz przestaje być tylko ładnym widokiem, a zaczyna mówić.

W Bydlinie zatrzymaliśmy się przy kaplicy cmentarnej. Z zewnątrz przyciąga uwagę swoją prostą, zwartą bryłą, która może kojarzyć się z dawną architekturą romańską. Tym razem wnętrze pozostało zamknięte, ale nawet z zewnątrz to miejsce ma w sobie coś, co zatrzymuje wzrok.

A potem był zamek w Bydlinie. Ruiny, wzgórze, historia i ten jurajski spokój, który sprawia, że człowiek przez chwilę patrzy dalej niż tylko pod nogi.

Gdyby opisać ten rajd samą trasą, można by napisać: Ryczów, Skały Straszykowe, Ruskie Góry, Góry Bydlińskie, Krzywopłoty, Bydlin. Wszystko by się zgadzało.

Tylko że to byłaby niepełna prawda.

Bo ten rajd był przede wszystkim o ludziach.

O rozmowach, które zaczynają się same. O żartach, które idą z grupą przez kolejne kilometry. O śpiewaniu na szlaku. O najmłodszym uczestniku, który dzielnie był częścią tej samej przygody co dorośli. O jubileuszowych drobiazgach, które przypominały, że XX Rajd Jurajski to już kawałek historii.

Było też „Sto lat” dla Romka, członka PTTK i aktywnego uczestnika naszych rajdów, który niedawno obchodził urodziny. A że Romek na szlaku bywa regularnie, to życzenia w plenerze pasowały do niego idealnie. W końcu nie każdy świętuje urodziny wśród jurajskich lasów, skał i ludzi, którzy zamiast siedzieć w domu, wolą sprawdzić, co czeka za kolejnym zakrętem.

Był też dudek.

Nie wiadomo, czy ktokolwiek naprawdę był przygotowany na to, że niewielki ptak stanie się jednym z głównych bohaterów dnia. Uczestnicy dostali specjalne plakietki, a potem sprawa zaczęła żyć własnym życiem. Ktoś wypatrywał dudka, ktoś inny twierdził, że widział go przebranego za dzięcioła. I nagle zwykła wędrówka miała swój własny, lekko absurdalny motyw przewodni.

Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do Źródełka Miłości w Krzywopłotach. Część osób spróbowała wody i bardzo szybko dało się zauważyć, że źródełko działa. Oczywiście sympatia w grupie była od początku, ale po tej wizycie można było uznać, że została dodatkowo wzmocniona metodą jurajską.

I kiedy wydawało się, że dzień powoli się zamyka, pojawił się jeszcze jeden zwrot akcji.

Rajd skończył się wyjątkowo wcześnie. Zamiast więc wracać prosto do domu, zapadła szybka decyzja: jedziemy na Krępę w Ogrodzieńcu. Tam ruszyliśmy na krótki spacer w stronę ruin Prochowni. Nawet kierowca zostawił na chwilę autobus i poszedł razem z nami. To chyba najlepszy dowód na to, że dobra grupa potrafi wciągnąć każdego.

Było więc wszystko, co powinno być na prawdziwej wyprawie: miejsca, które mają historię, las, który pachnie Jurą, skały, które zatrzymują ludzi w pół kroku, nieplanowane postoje, śmiech, śpiew, urodziny, dudek, chrząszcz i decyzje podejmowane na bieżąco.

XX Rajd Jurajski pokazał, że nie trzeba jechać na koniec świata, żeby przeżyć coś dobrego. Czasem wystarczy wstać od komputera, założyć wygodne buty i pojechać z ludźmi, którzy potrafią z jednej soboty zrobić opowieść.

Z taką grupą naprawdę chce się ruszyć w drogę.

Ruiny zamku w Bydlinie Ruiny Prochowni na Krępie w Ogrodzieńcu Uczestnicy XX Rajdu Jurajskiego

Więcej zdjęć z XX Rajdu Jurajskiego znajdziecie w galerii.

Zobacz galerię zdjęć

Zdjęcia: Marzenna Łopata i Gosia Kajdańska-Schmidt


Brak komentarzy

Pozostaw odpowiedź







  • Strona główna
  • Aktualności
  • O nas
  • Członkostwo
  • Wycieczki
  • Odkrywaj z nami
  • Kontakt
  • Dokumenty i informacje prawne
Partnerzy i przyjaciele PTTK Oddział Miejski Zabrze
Urząd Miejski Zabrze • Aquarius Bus • Gryfnie po Śląsku