Tutejsze górnictwo wyglądało zupełnie inaczej niż kopalnie węgla, które znamy ze Śląska. Szyby były stosunkowo płytkie – zwykle miały najwyżej 20–25 metrów – a od nich rozchodziły się chodniki prowadzące do komór wydobywczych. Jednymi z miejsc, o których pamięć przywraca Szlak Kruszcowy, są dawne kopalnie Anna i Kawia Góra.
I nagle skały mijane w lesie przestają być tylko skałami. Nierówności terenu, zagłębienia i ślady dawnych wyrobisk zaczynają układać się w historię ludzi, którzy przez lata szukali tutaj rud metali.
Górnicy byli. Tylko trochę się spóźniliśmy
Jesienią teren wygląda dość niewinnie. Las przykrywa liśćmi wszystko, co nierówne, a przyroda skutecznie zaciera ślady tego, co robili tutaj ludzie. Nie znaczy to jednak, że poszukiwania gwarków zostały przez nas zarzucone.
Marzenna zastosowała własną metodę badawczą. Ułożyła się wygodnie
pomiędzy skałami i oznajmiła:
„Plażing – komponuję się i szukam górników”.
Metoda okazała się mało skuteczna pod względem liczby odnalezionych górników, za to fotograficznie – bez zarzutu.
Woda, która kiedyś pracowała
Jednym z ciekawszych miejsc na tej trasie jest strzemieszyckie Wywierzysko. Dzisiaj widzimy spokojne stawy otoczone roślinnością. Tymczasem wypływająca tutaj woda miała kiedyś bardzo konkretne zastosowanie.
W XIX wieku działała przy niej Płuczka Strzemieska. Trafiał do niej galman wydobywany między innymi w pobliskich kopalniach. Rudę trzeba było oczyścić – większe kawałki płukano w specjalnych skrzyniach, a drobniejszy materiał na urządzeniach wyposażonych w druciane sita.
Zakład przestał działać pod koniec XIX wieku. Źródła jednak zostały. Dziś Wywierzysko jest pomnikiem przyrody, a jego wydajność sięga około 50 litrów wody na sekundę. To jeden z tych punktów na trasie, w których zwykły staw okazuje się fragmentem dawnego przemysłowego krajobrazu.
Historia starsza, niż można przypuszczać
W Sławkowie historia górnictwa sięga znacznie dalej. W XVI wieku działał tu urząd żupniczy, który wydawał zezwolenia na zakładanie kopalń i pilnował przestrzegania prawa górniczego. Na rynku znajdowała się nawet specjalna waga do ważenia ołowiu. W latach 1550–1575 wydano ponad 500 zezwoleń na prowadzenie robót górniczych.
Śladem jeszcze innej historii jest kapliczka św. Rozalii. Jej początki sięgają 1536 roku, kiedy powstała jako kamienny Słup Męki Pańskiej przy dawnym trakcie ze Sławkowa do Będzina, na terenie osady górniczej Kozioł.
Prawie sto lat później przyszły zaraza, głód i nieurodzaj. W 1630 roku słup odnowiono. Z miejscem związane jest również lokalne podanie: mieszkańcy mieli modlić się tutaj podczas epidemii, prosząc św. Rozalię – patronkę chroniącą przed zarazą – o ratunek. Według legendy po nocnych modlitwach epidemia ustąpiła.
Historia i legenda spotkały się więc w jednym miejscu, a data 1536 widoczna jest na obiekcie do dziś.
Las pamięta więcej, niż widać
Szlak Kruszcowy nie jest trasą, na której jedna wielka atrakcja goni następną. Najpierw widzi się las, skały, wodę i jesienne liście. Dopiero później okazuje się, że pod nogami mogą znajdować się ślady dawnych chodników, spokojne źródło pracowało kiedyś dla górników, a niepozorna kapliczka pamięta czasy, gdy wydobycie ołowiu było jednym z ważniejszych zajęć mieszkańców tej okolicy.
Gwarków więc nie znaleźliśmy. Ale po trzynastu kilometrach było już całkiem jasne, gdzie się podziali. Zostały po nich ślady. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.
Chcesz zobaczyć więcej zdjęć ze Szlaku Kruszcowego?
Zajrzyj do naszej galerii →