Zaczęło się od pociągu z Zabrza do Wilkowic Bystrej. Dopiero tam zaczynała się właściwa droga – pieszo, w stronę Koziej Góry.
W grupie znaleźli się również uczniowie ZSO nr 14 w Zabrzu – Szkoły Podstawowej nr 17. Przyprowadziła ich Asia Imiołek, nauczycielka geografii i stała uczestniczka naszych wyjazdów. Czasem pojawia się na nich sama, czasem z uczniami. Tego dnia młodzież ruszyła w Beskid Śląski razem z nią.
Rajd prowadził Józef Kwoczala.
Na zdjęciach z trasy widać głównie las. Szerokie drogi, miejscami kamieniste podejścia, pierwsze mocne jesienne kolory. I jeden drogowskaz, który łatwo byłoby potraktować wyłącznie jako informację o kierunku marszu:
„Kozia Góra – obok toru saneczkowego”.
Tyle że tego toru prawie już nie ma.
Tor, który miał ponad dwa kilometry
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Naturalny tor na stokach Koziej Góry po rozbudowie w latach 50. XX wieku miał ponad 2,2 kilometra długości i około 30 zakrętów. Należał do najdłuższych tego rodzaju obiektów w Europie. Odbywały się tutaj mistrzostwa Polski i zawody międzynarodowe.
Nie było wyciągu. Zawodnik, który chciał zjechać, najpierw musiał dostać się z sankami na górę.
Jedną z zawodniczek była pochodząca z Mikuszowic Stefania Olkuska, później Kajzer. W marcu 2026 roku, mając niemal 90 lat, wspominała czasy, kiedy trenowała właśnie tutaj.
Tor nie wybaczał błędów. Sama kiedyś z niego wypadła. Miała szczęście – ominęła drzewo, wróciła na trasę i dojechała do mety. Na pożyczonych sankach uzyskała rekord toru.
Podczas międzynarodowych zawodów na Koziej Górze wygrała rywalizację kobiet i dostała się do reprezentacji Polski. W 1957 roku wystartowała w mistrzostwach świata w Davos. Jej karierę przerwał później ciężki wypadek podczas zawodów w austriackim Villach.
Na Koziej Górze zdarzały się również wypadki śmiertelne.
Dzisiaj idzie się tędy pieszo albo jedzie na rowerze. Dawny sportowy gwar zniknął, a fragmenty toru trzeba już wypatrywać w lesie.
Na górze czeka „Stefanka”
Jej historia również zaczyna się inaczej, niż można byłoby przypuszczać. Pod koniec XIX wieku stała tutaj niewielka chata przeznaczona dla robotników leśnych. W latach 1909–1912 została przebudowana i zaczęła służyć jako schronisko saneczkarskie. Nosiło nazwę Rodelhütte.
Sama nazwa „Stefanka” prowadzi do Karla Steffana – burmistrza Bielska i prezesa Beskidenverein, niemieckiej organizacji turystycznej bardzo aktywnej w ówczesnych Beskidach. Na początku XX wieku na Koziej Górze wzniesiono poświęconą mu okrągłą altanę Steffansruhe. Jej pozostałości można odnaleźć do dziś.
Historia starsza niż turystyka
W XVII wieku, w okresie kontrreformacji, lasy w tej części Beskidów dawały schronienie ewangelikom, którzy nie mogli swobodnie uczestniczyć w nabożeństwach. W okolicy zachowało się miejsce określane jako stół ołtarzowy Jana, związane z potajemnymi spotkaniami protestantów.
Kilkaset lat później te same zbocza zajęli turyści, saneczkarze, a dziś także kolarze górscy. W masywie Koziej Góry poprowadzono trasy Enduro Trails. Zmienił się sposób korzystania z góry, ale nadal jest ona częścią rekreacyjnego zaplecza Bielska-Białej.
3 października korzystali z niego piechurzy.
Uczestnicy XVIII Rajdu Przodowników GOT dotarli na Kozią Górę w jesiennym słońcu. Na jednym ze zdjęć grupa siedzi już przy schronisku. Plecaki leżą obok, można odpocząć przed dalszą drogą.
Na innych fotografiach znów jest las, droga i ludzie idący za Józefem Kwoczalą.
A przy szlaku nadal stoi drogowskaz z dopiskiem „obok toru saneczkowego”.
Po dawnych zawodach zostało niewiele. Nazwa na drogowskazie, fragmenty konstrukcji w lesie, fotografie i wspomnienia ludzi, którzy naprawdę się tutaj ścigali.
Tym razem minęli je uczestnicy zabrzańskiego rajdu.