Gwarkowie zniknęli.
Nie zostawili kartki, nie wywiesili informacji o przerwie w wydobyciu i nie przekazali kilofów następnej zmianie. Po prostu rozpłynęli się gdzieś pomiędzy skałami, lasem i dawnymi wyrobiskami.
Zostały po nich ślady.
Niektóre są całkiem wyraźne. Inne trzeba najpierw wypatrzyć, bo Szlak Kruszcowy nie należy do miejsc, które od razu wykładają wszystkie karty na stół. Tutaj nic nie wyskakuje zza drzewa z tabliczką: „Proszę patrzeć, oto atrakcja”.
Trzeba się trochę rozejrzeć.
Marzenna już to zrobiła.
Podczas rekonesansu sprawdziła trasę, zajrzała w kilka podejrzanych miejsc i upewniła się, że gwarkowie naprawdę dobrze wybrali swoją kryjówkę. Na razie nie odnaleziono ani jednego. Są za to skały, ślady dawnego wydobycia, leśne drogi oraz otwory, przy których człowiek od razu zaczyna się zastanawiać, co znajduje się dalej.
Rozsądek mówi: stare wyrobisko.
Wyobraźnia odpowiada: a może jednak przejście do ukrytej kopalni?
Na Szlaku Kruszcowym nie będzie skrzyń pełnych srebra ani wagoników wyjeżdżających prosto z podziemi. Przynajmniej niczego takiego Marzenna nie wpisała do programu. Będą natomiast miejsca, po których widać, że kiedyś nie przychodziło się tutaj wyłącznie na spacer.
Szukano kruszców, drążono skały i sprawdzano, co ziemia próbuje ukryć przed człowiekiem.
Gwarkowie znali się na tym najlepiej. Nie byli przypadkowymi panami z kilofami, którzy przyszli do lasu, bo akurat nie mieli innych planów na sobotę. Tworzyli górnicze wspólnoty, pracowali przy wydobyciu i wiedzieli, że pod niepozorną warstwą ziemi może kryć się coś znacznie cenniejszego niż kolejny korzeń.
Korzeni zresztą też nie brakuje.
Niektóre wyglądają tak, jakby drzewa próbowały zejść pod ziemię i samodzielnie sprawdzić, co właściwie robili tam gwarkowie. Inne skutecznie przypominają, że podczas marszu warto czasami oderwać wzrok od skał i spojrzeć pod nogi.
Na trasie pojawi się również Góra Gieraski.
Nazwa brzmi poważnie. Trochę tak, jakby przed wejściem należało zgłosić wyprawę ratownikom, sprawdzić pogodę na szczycie i pożegnać się z rodziną. Spokojnie. Butla z tlenem może zostać w domu. Testamentu również nie trzeba pisać.
Wystarczą wygodne buty, ciekawość i gotowość, by skręcić tam, gdzie z pozoru „nic nie ma”.
Bo właśnie w takich miejscach Marzenna najczęściej coś znajduje.
Ktoś widzi kamienie — ona widzi ślady dawnej roboty. Ktoś widzi dziurę w skale — ona już sprawdza, dokąd prowadzi. Ktoś mówi, że to tylko las — i wtedy zazwyczaj wiadomo, że za chwilę usłyszymy historię, której nikt się nie spodziewał.
Podczas rekonesansu udało się również nawiązać kontakt z miejscową delegacją.
Dwie biedroneczki zajęły stanowiska na kwiatach i wyraźnie czekają na uczestników. Jedna prawdopodobnie odpowiada za powitanie grupy. Druga wygląda na taką, która będzie sprawdzać listę obecności.
Lepiej się nie spóźnić.
Nie wiadomo, czy biedroneczki przyjmują usprawiedliwienia. Nie wiadomo również, czy widziały gwarków. W tej sprawie obie zachowują podejrzane milczenie.
Być może coś ukrywają.
Więcej sprawdzimy 24 października, kiedy ruszymy Szlakiem Kruszcowym. Nie zdradzimy teraz całej trasy, wszystkich miejsc ani tego, co może czekać za kolejnym zakrętem.
Tajemnic nie pokazuje się przecież od razu.
Kilof można zostawić w domu.
Ciekawość będzie potrzebna.
A biedroneczki już czekają.